Blog

Blog

Iran: Teheran cz. 1 - problemy transportowe

Azadi Tower
Teheran - jedno z największych miast świata, notuje ostatnio ogromny przyrost mieszkancow, ściągających z calego Iranu, ale tez chocby z sąsiedniego Afganistanu. Nieoficjalnie mowi sie o 15mln mieszkancow. Miasto jest ogromne i przytłaczające. Mimo wybudowanych i bedacych w budowie ogromnych ilosci drog, autostrad, wiaduktów, metra, szybkich linii autobusowych, to jest niewydolne I codziennie w korkach. Do tego cywilizacja tutejszych ludzi, zwłaszcza napływowych, pozostawia wiele do zyczenia. Na przykład jak sie wchodzi do metra i do szybkiego autobusu. Skoro systemy komunikacyjne sa niewydolne a Irańczycy niecierpliwi, to na chama wpychają się do metra czy autobusu. Gorzej niz bydlo. Ciężko im zrozumiec, dlaczego wpierw powinni na stacji wyjść pasażerowie, kolejni wejsc, a jak jest zbyt tłocznie poczekac na kolejny pociag. To siłowe zajmowanie metra powoduje, ze ludzie sa ściśnięci jak sardynki, upadaja, ich mienie ulega zgnieceniu. A ze metro w Teheranie jest zatłoczone niemal caly czas, to przyjemność z jego korzystania jest żadna, zwlaszcza jak ma sie wielki plecak na plecach. Lepiej isc piechota lub skorzystac z dosyc tanich taksówek.

 

Teheran jest tez miastem zupełnie nieatrakcyjnym turystycznie. Moze dla znawców jakichś tematow owszem, ale tak naprawdę jest to przepelnione, brudne, gorące i chaotyczne miasto. I ten ludzki chaos moze jest atrakcją, troche przypomina mi  Delhi, ale to mimo wszystko nie ten klimat. Obrzeza miasta sa normalniejsze i przyjemniejsze niż centrum. Teheran jest położony z jednej strony u podnóża gor Elburs, z drugiej strony jest pustynia. Jest na wysokosci od 1000m do pewnie wyraźnie ponad 1500m. Znajdziemy tu kilka efektownych meczetów, ciekawy bazar, pare ciekawszych budynków, charakterystyczną wieżę Azadi. Z drugiej strony w centrum miasta cale ulice poświecone np. samochodom, elektronice, oswietleniu domow, oponom, narzędziom, etc. Natomiast trudno tu znalezc kawiarenkę internetową, jakies przyjemne miejsce gdzie mozna cos zjesc, jedynie jakis kebab na stojaco czy hamburger na zdjęciu wyglądający jak big mac a w praktyce w bulce do hot doga (bulki hamburgerowe sa niedostepne, a ich chleb to cos jak nasze podpłomyki). Ciezko znalezc dobrze zaopatrzony sklep spożywczy, bo markety sa w innych częściach miasta, a nie w scislym centrum. Na przestrzeni wielu ulic od mojego hostelu nie jest do dostania coca-cola wieksza niz puszka 0,33l. Żeby wszystko kupic co sie chce, trzeba sie niezle nałazić. Albo dać sobie spokój.

 

A Teheran w porównaniu z innymi częściami kraju jest drogi. Często nawet o 100%. Nie mniej wladze robia co mogą by ten Teheran był bardziej cywilizowany. Na razie ze średnim skutkiem, ale gigantyczna rozbudowa infrastruktury robi wrazenie, do międzynarodowego lotniska budowana jest linia kolejowa, w tym pustynnym miescie sa imponujące systemy podlewania drzew przy ulicach, trway w parku. Nie mniej klimat i chaos jest mocno azjatycki. Ja jednak zaraz po przyjeździe do Teheranu musiałem sie zmierzyc z innym problemem.

 

Jeszcze nad morzem dostałem informacje, ze moj lot gruzińskimi liniami (Georgian airways) z Teheranu do Tbilisi został odwołany, bo to połączenie z dniem 28 września będzie zlikwidowane (tydzień przed moim lotem). A jestem w takim rejonie, gdzie zastapic taki lot jest trudno. A przejechac lądem klopotliwe. Wizy, kraje w stanie wojny, pozamykane granice. Jedna wiza utrudnia wjazd do drugiego kraju itd. 1000km do pokonania a duzo klopotow. Bilet i tak byl drogi jak na taką trasę (Europę mozna by przelecieć ze 3 razy), a tu nagle zostalem bez biletu z obietnica zwrotu pieniedzy (czekam). Alternatywne polaczenia drogie, bo przez Dubaj lub Stambul. Jedyne sensowne przez Baku w Azerbejdżanie. Tylko z Azerbejdżanem jest jeden kłopot, to jest jedno z najbardziej zagmatwanych krajow swiata jesli chodzi o zasady wizowe. Co roku cos zmieniaja i juz nikt nic nie wie, nawet oni sami. Nie dosc, ze trudno w ogóle dostac wize do Azerbejdzanu, to tak naprawdę jest mnóstwo znakow zapytania. Pojawiło sie wiec pytanie, czy jesli bede zmieniał tylko samolot w Baku, to czy potrzebuję wizy tranzytowej. W normalnych krajach nie, ale to Azerbejdżan. Według ambasady Azerbejdżanu w Warszawie tak, wg informacji internetowych lotniska w Baku i MSZ Azerbejdżanu: ciezko powiedziec.

 

Wybralem sie więc do ambasady Azerbejdzanu w Teheranie. Mam adres z internetu, ale po angielsku a nie persku. Żaden taksówkarz nie wie. W koncu jeden łaskawie zgodzil sie mnie zawiezc do ambasady. Po godzinie kluczenia, jeżdżenia, pytania, chce kasę i mówi, ze jesteśmy na miejscu. Ja mu na to, ze jesteśmy pomiedzy ambasadą Czech i Szwecji, nie dostanie ani grosza, ale moge wysiąść. Oczywiście wszystko na migi. Okay, to szukamy dalej. Po kolejnej godzinie kluczenia znalazlem sie pod ambasada (prawie w górach). A tam nic nie wiedza i nie za bardzo z angielskim. Na szczęście wracal wypasiona terenowka jakichs szycha z ambasady i mogliśmy pogadac. On mi, ze chyba potrzebuję wizy tranzytowej, ale nie jest pewien, musze jechac do ich konsulatu, ktory jest gdzie indziej. On juz jest zamknięty, ale moze komus sie zechce mi pomoc. Ile trzeba czekac na wizę? Od pół godziny do tygodnia, w zależności jaki ma nastroj pracownik konsulatu – powiedzial z rozbrajającą szczerością. Kolejna taksowka, kolejne 20min i jestem pod konsulatem. Odbiera kobieta, mowie jak wygląda sprawa, każe mi czekac. Po chwili mowi, ze ja obywatel Polski nie mam prawa dostac wizy tranzytowej, mogę tylko turystyczną. Ciekawe, to byłby swiatowy ewenement. Że chcąc przejechać np. z Iranu do Gruzji nie mam prawa do wizy tranzytowej. Oczywista brednia. Ale po chwili kobieta dodaje, ze ja nie muszę mieć wizy tranzytowej ani zadnej innej jesli tylko zmieniam samolot. Ale czy na pewno. Chyba tak. Mam zadzownic na lotnisko w Baku. Na jaki numer, w jakim jezyku mam rozmawiać i ile setek zlotych zapłacić za rozmowę oraz czego sie dowiem, skoro nawet w ambasadzie i konsulacie nic nie wiedza? Jakas paranoja. Ale tak to jest jak Azerbejdżan co chwile zmienia zasady, wymogi i miejsca gdzie mozna dostac wize. Jeszcze kiedys na lotnisku, teraz juz nie, do tego od kilku lat wprowadzaja jakiś niedziałający specjalny system wydawania wiz. To juz łatwiej do Iranu sie dostac niz do Azerbejdżanu. Azerbejdzan sie zachowuje jakby to byl raj na ziemi i wszyscy walili tam drzwiami i oknami, wiec trzeba tą masę ludzi zatrzymac. Tym sposobem wie jak zniechęcić potencjalnych turystow, ktorzy mogliby rozreklamować kraj albo i nie, skoro na starcie juz sie trzeba tak wkurzać na ten Azerbejdzan. Straciłem caly dzien, sporo kasy i nadal nic nie wiem. Ryzykuję, kupuje bilety, co ma byc to bedzie. Bo ostatni tekst pani z konsulatu, niech pan przyjedzie jutro dla świętego spokoju, wyrobi pan sobie kolejna wize turystyczna i bedzie po problemie wziąłem za marny żart. Bo ja nie mam co robić z czasem i pieniędzmi.

 

Znalazłem kawiarenke internetowa z drukarka, co nie bylo latwe i chce rezerwować lot i kupować bilet. Ale nie działa strona Azerbaijan airlines. Próbuje raz, drugi, w innej kawiarence bez drukarki I to samo. Szlag mnie zaraz trafi. Następnego dnia to samo, strona linii lotniczych nie dziala. Okay, idę na ulicę z punktami, gdzie mozna kupic bilety lotnicze. I oni w systemie nie maja azerskich linii, widocznie mają jakąś awarię. To jak ja sie mam dostac z Teheranu do Tbilisi? Na czartery biletów kupic nie moge, bo nie jestem obywatelem Iranu. Iran Air nie lata, a jakas inna miejscowa linia, jedyna ktora lata bezpośrednio do Tbilisi jest pelna na iles dni do przodu. Ale moze sie zwolni jakieś miejsce. Tylko, ze ja nie mam czasu czekać i działać na zasadzie byc moze. Jakbym dorwał kogoś z tych gruzińskich linii to bym zęby powybijał. Tak mnie załatwić w takim miejscu świata. Draństwo. Drugi dzień marnuje i jestem ciągle w lesie.

 

Już byłem gotowy lecieć nawet irańskimi liniami trzeciego sortu, ale nawet to nie było możliwe. A wiadomo, ze Iran nie ma dostępu do części zamiennych, a ich samoloty często spadają, są na czarnej liście UE. Skoro nie moge poleciec to musze pojechać. Ale to tez nie takie proste. Jak przez Azerbejdżan lądem to wize muszę miec na pewno, jak przez Armenię, to wizę moge kupic na granicy, ale potem mogą mnie nie wpuścić do Azerbejdzanu, bo kraje są oficjalnie w stanie wojny (konflikt o Górny(Górski) Karabach). Zresztą Armenia i Turcja sa w podobnej relacji. Przeszkadza tez enklawa, a chyba precyzyjnie eksklawa, Azerbejdżanu (Nahiczewanska R.A.) pomiędzy Armenią, Iranem i kawałeczkiem Turcji. A i sama Gruzja ma problemy z Rosją (kwestia Abchazji i Osetii Południowej) oraz mniejsze z Addżarią (przy granicy z Turcją). Taki mały kawałek świata a tyle problemów, konfliktów i interesów, jak choćby dotyczących ropy i gazu z Azerbejdżanu.

 

Zatem udałem się na główny dworzec autobusowy (Zachodni) i kupiłem bilet na autobus do Tbilisi. Na szczęście był taki. Tylko zamiast 90 minut lotu, czeka mnie 30 godzin w autobusie i przejazd przez kawał Iranu, Turcji i Gruzji. I tak minęły pierwsze dwa dni w Teheranie. Kolejne miały pójść na zwiedzanie i szukanie wycieczki na pustynię.

 

pozdr greg

(stary blog z wyprawy 2012, wrzesień)

Podpisy do zdjęć:
1-3) Teheran
4) wejście do stacji metra w Teheranie
5) granica turecko – irańska, gdzie rozpocząłem przygodę z Iranem i ruszyłem do Teheranu
6) W drodze z Turcji do Teheranu, miasto Maku


Znajdź mnie

Reklama

Wydarzenia

Brak wydarzeń

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2025 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search