Czy turyści powinni wchodzić na czynne wulkany
W 2019 roku erupcja zabiła ludzi, którzy byli na wykupionej wycieczce do krateru. To pytanie nie jest retoryczne i nie ma na nie prostej odpowiedzi.
W grudniu 2019 roku doszło do erupcji wulkanu w Nowej Zelandii — na niewielkiej, czynnej wyspie wulkanicznej, po której w tym momencie oprowadzano turystów. Zginęły 22 osoby, a wiele innych odniosło ciężkie oparzenia. Wycieczki na tę wyspę były wcześniej regularnym, komercyjnym produktem.
Sprawa miała ciąg dalszy przed sądem: postępowania dotyczyły odpowiedzialności organizatorów i instytucji za dopuszczenie ruchu turystycznego w takim miejscu. Nie streszczam ich ustaleń, bo to nie jest tekst prawny — odnotowuję, że odpowiedzialność była przedmiotem procesu, a nie tylko dyskusji.
Piszę o tym, bo sam wchodzę na wulkany i uważam, że to pytanie należy zadać uczciwie, a nie odsunąć.
Na czym polega problem
- 📊 Monitoring daje prawdopodobieństwa — nie gwarancje; podniesiony alert nie znaczy „dziś wybuchnie", a niski nie znaczy „nie wybuchnie"
- ⏱️ Czas ostrzeżenia — przy niektórych typach erupcji jest za krótki na ewakuację
- 🎫 Ryzyko przeniesione — klient wycieczki nie ma jak ocenić ryzyka, które kupuje
- 🧯 Ograniczona możliwość pomocy — na wyspie i w kraterze nie da się szybko dotrzeć do poszkodowanych
Trzeci punkt jest sednem. Osoba, która wchodzi na wulkan samodzielnie, podejmuje decyzję o własnym ryzyku i zwykle wie, czego nie wie. Osoba, która kupuje wycieczkę, ufa, że ryzyko zostało ocenione przez kogoś kompetentnego — i to zaufanie jest w takim modelu towarem.
Moje stanowisko
Nie uważam, że czynne wulkany należy zamknąć. Uważam natomiast, że jest różnica między wejściem, w którym uczestnik zna charakter zagrożenia i akceptuje je świadomie, a produktem sprzedawanym jako atrakcja z transferem i asystą fotograficzną.
Praktycznie sprowadza się to do trzech pytań, które warto zadać przed wykupieniem takiej wycieczki: kto ocenia ryzyko, jaka jest procedura przy zmianie alertu i czy organizator odwołuje wyjścia, gdy stan aktywności rośnie. Jeśli odpowiedzi nie ma, odpowiedź już masz.
Ocena stanu aktywności wulkanu i decyzje o dostępie należą do służb i obserwatoriów wulkanologicznych danego kraju. Ta strona nie ocenia bezpieczeństwa żadnego konkretnego wulkanu ani organizatora — przed wyjazdem sprawdzaj bieżące komunikaty i zalecenia.
Wulkany, przy których ta różnica jest widoczna, opisałem osobno: dostęp do krateru Etny bywa zamykany decyzją służb, na Vulcano wstrzymywano wejścia z powodu gazów, a Popocatépetl jest zamknięty od lat. Więcej tekstów jest w felietonach i wywiadach.
Frequently asked questions
Co się stało w Nowej Zelandii w 2019 roku?
Doszło do erupcji na niewielkiej, czynnej wyspie wulkanicznej w momencie, gdy oprowadzano po niej turystów. Zginęły 22 osoby, a wiele innych odniosło ciężkie oparzenia. Wycieczki w to miejsce były wcześniej regularnym produktem komercyjnym.
Czy monitoring wulkanów nie ostrzega przed erupcją?
Daje prawdopodobieństwa, nie gwarancje. Podniesiony poziom alertu nie znaczy, że erupcja nastąpi, a niski nie znaczy, że nie nastąpi — a przy niektórych typach erupcji czas ostrzeżenia jest za krótki na ewakuację.
Czy należy zakazać wchodzenia na czynne wulkany?
Moim zdaniem nie, ale jest różnica między świadomym wejściem na własne ryzyko a produktem sprzedawanym jako atrakcja. W drugim przypadku ryzyko ocenia sprzedawca, a ponosi je klient, który nie ma jak go ocenić.
O co pytać przed wykupieniem takiej wycieczki?
Kto ocenia ryzyko, jaka jest procedura przy zmianie poziomu alertu i czy organizator odwołuje wyjścia przy wzroście aktywności. Brak odpowiedzi na te pytania jest sam w sobie odpowiedzią.
Kto decyduje o dostępie do czynnego wulkanu?
Służby i obserwatoria wulkanologiczne danego kraju. Ta strona nie ocenia bezpieczeństwa konkretnych wulkanów ani organizatorów — przed wyjazdem trzeba sprawdzać bieżące komunikaty i obowiązujące ograniczenia.