Elbrus to częsty medialny wątek, zwłaszcza gdy dojdzie do tragedii. A one co roku się tam rozgrywają, nierzadko z udziałem Polaków. W sieci aż roi się od relacji z jego zdobywania, w pismach górskich gości co najmniej kilka razy do roku, a w prasie i telewizji wypełnia „sezon ogórkowy” na informacje. Tylko, że nie dotyczą one piękna góry, a poszukiwań zagubionych polskich turystów.

Polacy kochają góry i podróże, toteż całe pielgrzymki jadą na Kaukaz, na Elbrus, bo poza jego rejon niewielu się wybiera. Jadą wszyscy- od ludzi których szczytowym osiągnięciem jest wjazd kolejką linową na Kasprowy Wierch, po wytrawnych alpinistów. To powoduje nieraz problem z dostaniem biletów lotniczych lub kolejowych do Mineralnych Wód, za to kaukascy przewoźnicy są pewnie szczęśliwi z przypływu gotówki, aczkolwiek od Polaków wolą np. Niemców: „bo oni się nie targują”.

Kiedy najlepiej zaatakować szczyt, pewnie w nocy albo wczesnym rankiem, bo załamania pogody są tu częste i bardzo gwałtowne. Kondycja przydałaby się lepsza, jak i większe doświadczenie górskie, ale trudno, jakoś damy radę. Tylko czemu inni w świetnym stylu zdobywają szczyt, mają odpowiedni sprzęt – a my nie? Nieważne. Popełniliśmy trochę błędów – zdarza się.
Piękny jest ten Kaukaz, taki dziki, i jak miło będzie się pochwalić, że się go zdobyło. Ci po Mont Blancu nie będą nam dorastać nawet do pięt. Tylko... miał być już szczyt, a nie ma go jeszcze. A tak w ogóle, to gdzie ja jestem, psuje się pogoda. To niemożliwe, nie wejść na taką górkę jak Elbrus, wstyd. Muszę wszystkim pokazać, że mimo wielu braków, wejście na nią to dziecinnie prosta sprawa.

Gdzieś w Rosji: gdzie ten szczyt, idę i idę, już dawno powinienem na niego dotrzeć. Nie mam co jeść, pić, w czym spać, trochę się odmroziłem, szczyt Elbrusa miał być bliżej. Ciekawe gdzie koledzy, pewnie zawrócili. Ja jednak się nie poddam, za rok spróbuję zdobyć jakiś ośmiotysięcznik, tylko tak w ogóle to gdzie ja jestem? Ten Elbrus miał być taki łatwy, tyle osób, z tylu krajów, go rocznie zdobywa, nie mogę być gorszy.
Media proszą o nie lekceważenie góry jaką jest Elbrus. Jedni goście w studio telewizyjnym radzą, by zamiast od razu próbować zdobyć najwyższą górę Kaukazu, pozwiedzać wpierw niższe partie tych gór. Inni, mówią wprost, że dobrze mu tak, po co się tam pchał?
Tymczasem gdzieś w górach Kaukazu. Chyba na dobre się zgubiłem i… o k...a …szczelina! Spadam! To by było na tyle. A w Polsce kolejni „Janowie Kowalscy” już kończą przygotowania do wyprawy na Elbrus. Ilu z nich stanie na szczycie? Czy wszyscy wrócą?
Felieton powstał w 2002r.
O zdobywaniu innego kaukaskiego wulkanu - Kazbeka - pisałem: TUTAJ.
Na zdjęciach z 2007r.: tak się „wspina” na Elbrus część turystów, najczęściej z Zachodu, Elbrus – Wierzchołek Zachodni 5642m, symboliczny cmentarz górski na ok. 4100m (nad schroniskiem Prijut11).
Error