Zdziwiłem się zintensyfikowaniem starań obecnych władz Ukrainy aby stowarzyszyć się z Unią Europejską (UE). Gdy wczytałem się w to co UE oferuje naszemu wschodniemu sąsiadowi za podpisanie umowy pomyślałem: Ukraińcy albo oszaleli albo blefują. Przestarzała gospodarka na skraju zapaści, której produkty w połowie, a często w większości trafiają do Rosji i państw od niej zależnych. Największym eksportowym rynkiem zbytu ukraińskich produktów rolnych jest również Rosja. Gaz też płynie od potężnego sąsiada a nadchodzi zima. Narastają problemy z wypłatami wynagrodzeń pracownikom. Ukraiński budżet trzeszczy w szwach a rząd szuka chętnych do udzielenia pożyczki. Międzynarodowy Fundusz Walutowy i UE nie bardzo kwapią się do tego, ale Rosja mówi czemu nie, choć pod pewnymi warunkami.
Jaki jest wniosek z tej całej sytuacji? Ukraina jest zależna od Rosji. Gdyby nagle ta druga przestała kupować ukraińskie towary, zamknęła granice dla ukraińskich emigrantów, a do tego wstrzymała dostawy gazu lub znacząco podwyższyłaby ceny, to państwu ukraińskiemu groziłby upadek. Czy jak niektórzy wolą bankructwo. Konsekwencje tego byłyby po tysiąckroć gorsze niż profity z podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Ta umowa to są pewne obietnice na przyszłość, kiedy Ukraina potrzebuje konkretnej pomocy tu i teraz. I dopóki UE nie będzie wstanie przebić oferty, czy jak niektórzy wolą szantażu Rosji, to Ukraina nie ma wyboru. Obietnicami Ukraińcy się nie najedzą ani czynszu nie zapłacą. A potrzeby finansowe są ogromne. W sytuacji kiedy UE utopiła miliardy euro w mało przemyślane przedsięwzięcia i sama zmaga się z różnymi problemami prędzej o Ukrainie zapomni niż sypnie groszem.
W tej całej grze Julia Tymoszenko jest jedynie pionkiem. Tylko pozornie UE uzależniała podpisanie umowy od jej uwolnienia i wysłania na leczenie za granicę. Ukraina zaś mimo ogromnej politycznej niechęci obecnych władz w stosunku do niej, gotowa była to uczynić. Można również zrozumieć poparcie dla UE ze strony młodych Ukraińców, z których wielu było w krajach „Jewropejskiego Sojuzu” i chcieliby żyć jak rówieśnicy z Niemiec czy Wielkiej Brytanii. Oni tak jak Polacy marzą o wyjeździe do pracy w lepszym świecie za lepsze pieniądze. Nie mają złudzeń i wiedzą, że Ukraina nie dogoni Zachodu pod względem zamożności za ich życia.
Grzegorz Gawlik
Na zdjęciach: centrum Kijowa i Plac Niepodległości (Majdan Niezależności).
Error