Kompleks Angkoru - stolica imperium Khmerow znajduje sie zaledwie 450 km od Bangkoku. W zwiazku z tym wsiadlem w autobus i pojechalem na wycieczke. Mozna to zrobic na kilka sposobow: zorganizowana wycieczka, samolot, bezposredni transport do Siem Reap - bramy do Angkoru, transport nie bezposredni. Na samolot za blisko, a zorganizowane wycieczki sa nieatrakcyjne finansowo, poza tym nie znosze gdy ktos mi mowi co mam zwiedzac, ja dlugo i o ktorej godzinie. Niektorych pewnie interesuja ceny takiego wyjazdu, prosze bardzo. Wyjazd 3-dniowy gdy rezerwuje jedna osoba to 3700-3800 THB bez targowania, gdy rezerwuja dwie osoby to cena spada do 3000. Wlasnie, dwie osoby, grupa, maja tutaj duze mozliwosci negocjacyjne co do ceny. Co jest w cenie - i tu uwaga, to co napisane w folderach zazwyczaj nie pokrywa sie z rzeczywistoscia. Pisze w nich czesto, ze w cenie jest wiza, bilety wstepu - to nieprawda. Czesc ofert ma sniadania, ktore moga sie okaza mini sniadaniami (dwa tosty z dzemem), inne pelne wyzywienie (tez moze byc mini). Wiec za co placimy te 120-125 USD, za transport w dwie strony, za dwa noclegi, jakies tam jedzenie, transport na miejscu, przewodnika. Sek w tym, ze Kambodza jest duzo tansza niz Tajlandia i taka cena to rozboj w bialy dzien. Bez problemow transport, wyzywienie, noclegi, transport na miejscu, jesli zrezygnujemy z przewodnika, wyniesie okolo 1300 THB czyli ok. 42 USD. 4-dniowy wyjazd firmy oferuja za 4700-4800 THB. Na miejscu w Kambodzy tez mozna wykupic wycieczki, taniej i nie tylko do swiatyn, ale tez nad jezioro, do dzungli, na slonie, nad wodospady itp.
Publiczny transport: tuk tuk/taxi na dworzec kolejowy, pociag do granicy (47-48 THB, 5-6h), tutk tuk/taxi do przejscia granicznego, autobus/van/taxi w Kambodzy do Siem Reap i ewnetualnie tuk tuk/taxi do miejscia noclegu. Taki przejazd to przygoda, ale nie bedzie taniej niz bezposredni przejazd z rejonu Khaosan w Bangkoku do Siem Reap, bedzie tez dluzej. Zorganizowany transport kosztuje 200 - 400 THB, najczesciej w okolicach 300, sa tez wersje ekskluzywne, drozsze. Jesli ktos nie zalatwial wizy kambodzanskiej online, niektore firmy oferuja przejazd i wize za ok. 1300 THB. Nie oplaca sie.
Wybralem przejazd bezposredni. Van z okolo 12-stoma osobami, w tym oprocz mnie dwie polskie pary wyjechal przed 8:00 rano (istnieje mozliwosc nocnego transportu). Do granicy jechalismy 5h z kawalkiem, tam w siedzibie firmy ktora nas wiozla mozna zjesc i zaplacic 1200 THB za wize, ktora oni za nas zalatwia, bo jesli bedziemy to robic sami to na granicy bedziemy czekac na wklejke w paszporcie 2h a moze 10h i zaden autobus na nas czekal nie bedzie. Bzdura, kazalem czlowiekowi spadac na drzewo. Kolejny minibus zawiozl nas do przejscia granicznego oddalonego o 3km, ale nie od razu. Kierowca zatrzymal sie przed Konsulatem Generalnym Kambodzy, gdzie niby mielismy zalatwiac wizy. Bzdura, kazalismy mu sie wiezc do granicy. Tam trzeba pokonac kilkaset metrow piechota i bedziemy zachecani do skorzystania z posrednictwa wizowego. Nalezy ignorowac. Wyrabiamy wize. W tym celu wypelniamy wniosek wizowy, ktory otrzymamy, potrzebne jedno zdjecie paszportowe. Cena wizy 30-dniowej to 20 USD (slyszalem ze w THB jest troche drozej, ale tylko slyszalem, wszyscy placili w USD, do paszportu nalezy wlozyc zgodne pieniadze). 20 USD to jakies 620 THB, a nie 1200. Celnicy uprawiaja tam oficjalny proceder korupcyjny, totez dostaniemy propozycje nie do odrzucenia. Bzdura, nalezy ja odrzucic. Oni oceniaja nas po wygladzie, po narodowisci i jednym kaza zaplacic 100 THB, innym 400 THB za przyspieszenie procedury wizowej, by nie czekac 2h. Sa idioci, ktorzy to placa, z Zachodu, Polacy, a zebralo sie nas tam z dziesieciu, kazalismy celnikom spadac z ta propozycja. Po niecalych 10-ciu minutach kazdy mial paszport z wiza. Nastepnie jeszcze nalezalo wypelnic glupi formularz emigracyjny (kambodzanski, a wracajac tajski), stanac w kolejce po pieczatke, zdjecie na zrobia, odcsiki palcow pobiora - niemal wszystkich i Krolestwo Kambodzy wita. W internecie mozna poczytac wiele roznych wersji jak sie zalatwia wize na granicy, ja opisalem jak to wygladalo w moim przypadku.
Ci co nie maja transportu bezposredniego, musza uwazac. Oferuje im sie przewoz na dworzec autobusowy bezplatnym shuttle busem dla zagranicznych turystow. Jeden jest kilometr od przejscia granicznego. Do drugiego jedzie sie z pol godziny, jest w polu i autobusu tam raczej nie bedzie, za to taksowki owszem. Tylko jesli na granicy caly van kosztuje 25-35 USD do Siem Reap, to tam bedzie kosztowal co najmniej 45 USD, mimo ze blizej naszego celu przeznaczenia. I nikt za bardzo nie bedzie chcial nas podwiezc z powrotem do granicy za rozsadne pieniadze, nie mowiac o zmarnowanym czasie. Takie relacje zdawali mi turysci, w tym spotkani Polacy, bo w Angkor ich duzo.
Mysmy czekali na autobus 2h i duzym autobusem jechalismy nastepnie ok 5h (jak bylo wolne miejsce w vanach, ktore odjezdzaly wczesniej, to oferowano nam je za dodatkowe 100THB). Oczywiscie czasy przejazdu podaje z postojami na trasie. Oficjalnie autobus ma jechac 3h, a van 2h, roznie jednak bywa. Droga po stronie tajskiej jest dobra, bo kambodzanskiej tylko troche gorsza, jedynie przed samym Siem Reap byly braki w asfalcie. Gdy dojedziemy do Siem Reap, autobus wysadzi nas kilka kilometrow od centrum, a potem tenze autobus pojedzie do centrum. Chodzi o to, ze mamy dac zarobic wlascicielom tutk-tukow. Cena w miejscu zatrzymania autobusu bez targowania to 6-7 USD za tuk tuk, do ktorego wejda 4 osoby, z nie bardzo duzymi bagazami, od biedy 5 osob. 300 metrow dalej po stargowaniu cena tuk tuka, ktory zawiezie nas do miejsca noclegu wynosi juz 1-2USD. Czesc hoteli/hosteli odbierze nas za darmo z miejsca, gdzie wysadzil nas autobus, o ile zadzownimy, by po nas przyjechali. Oplaca sie to tylko wtedy, jesli mamy miejscowa karte SIM i tanie polaczenia, bo w ramach roamingu minuta rozmowy wyniesie nas wiecej niz wynajecie tuk tuka.
Od wyjscia z hostelu w Bangoku do dotarcia do hostelu w Siem Reap minelo 13,5h droga powrotna zajela 10,5h, co ciekawe dokladnie w ten sam sposob i tym samym autobusem, ktory odebral mnie z pod hostelu. Odcinek 3-kilometrowy od granicy (juz w Tajlandii) do miejsca gdzie ruszylismy vanem do Bangkoku, pokonalismy na pace toyoty hilux. Ceny na trasie powrotnej to ok. 10 USD. Wracalem wraz z trzema Polkami, ktore tez byly w niejednym miejscu w swiecie.
Centrum Siem Reap, zrobione pod turystow, jest na dobrym poziomie. Bogate miasto. Tam gdzie zyja lokalni to brud, syf, marne chatki - to ciagle biedny kraj. Ale jeszcze w miare tani. A dzieki temu, ze maja leb na karku w przeciwienstwie do Indonezyjczykow, widzialem tutaj niemal tylu turystow przez dwa dni co tam przez dwa miesiace.
Placic mozna smialo w USD, reszte tez dostaniemy w USD poza koncowka ostatniego dolara, ktora dostaniemy w miejscowej walucie. 1 USD to 4000 miejscowch rieli, nie maja monet. Przynajmniej w rejonie Angkoru. Czasami mozna placic bhatami, kurs 32bhaty to 1USD. W tym bardzo turystycznym miejscu nie bylo problemu nigdzie, by dogadac sie po angielsku, nalezy sie targowac. Stargowanie o 50% zazwyczaj nie stanowi wiekszego problemu, nieraz mozna do 80%, chociaz miejscowi preferuja dawac znizki typu koszulka za 3USD, ale jak kupisz dwie to zaplacisz 4USD. Ceny jedzenia sa dobre, mozna zjesc niezly obiad za 1-3 USD, z tymze w rejonie swiatyn Angkoru nalezy sie targowac i czesto mozna zjesc za pol ceny z karty. Bedzie to jedzenie typu: ryz, makaron, warzywa, kurczak. Standardowa cena wynajecia roweru na caly dzien to 2USD (chociaz mozna tez za 1 badz 3 USD), a tuk tuka do swiatyn, tez na caly dzien, to 12 USD (gdy chcemy wschod slonca lub jezioro Sonle Sap to troche wiecej). Noclegi sa od 2 USD, a za 5-7 USD dostaniemy dobrej jakosci dormitorium z mini sniadaniem, za 10USD prywatny pokoj. Zawsze warto sprobowac sie potargowac, zwlaszcza gdy mamy argumenty - wiecej nocy spedzimy, wieksza grupa, jest poza sezonem.
Pod koniec pazdziernika juz ustala pora deszczowa, chociaz wiekszosc Kambodzy byla jeszcze pod woda, oficjalnie wysoki sezon zaczyna sie 1 listopada.
Siem Reap liczy ok 175 tys. mieszk. a tereny sklepow z pamiatkami, barow, salonow masazu, restauracji sa polozone blisko rzeki o tej samej nazwie co miasto. Mimo skrajnie turystycznego charakteru uliczki tamtejsze maja lepszy klimat niz rejon Khaosan w Bangkoku. Tanie jedzenie, tanie masaze, tanie pamiatki, tanie piwo i inne alkohole - totez turysci bawia sie swietnie.
Zwiedzania DZIEN 1
Czynilem to w towarzystwie Polakow, z ktorymi przyjechalem z Tajlandii: Radka i Oli z Wroclawia oraz Ady i Piotra z Gdyni. Podczas zwiedzania spotykalismy rodakow z odprawy granicznej. Obie pary o duzym zacieciu podrozniczym, zjezdzili juz Azje poludniowo-wschodnia nieraz. Na pierwszy dzien wynajelismy rowery. Zrobilsmy tzw. mala trase po swiatyniach, ok. 30km. Bilety wstepu do komplesku swiatyn - Parku Archeologicznego Angkor - kosztuja: 20 USD 1-dniowa, 40USD 3-dniowa (nie ma 2-dniowej), 60USD 7-dniowa. Mysmy wzieli ta druga, te trzy dni nalezy wykorzystac w ciagu tygodnia, jednak zwyczajowo wiekszosc konczy na dwoch - przesyt. To jest ogromny teren, nieogrodzony, ale przy swiatyniach sprawdzaja biley, na ktorych jest nasze zdjecie, ktore zrobiono przy zakupie biletu. Za brak biletu sa kary, slyszalem cos o 100USD. W okolicy jest sporo swiatyn nie wchodzacych w sklad kompleksu, gdzie tez nalezy wykupic bilet.
Imperium Khmerow istnialo w IX - XV wieku n.e., a Angkor - jego stolica obejmuje 400km2. Znajduje sie na liscie swiatowego dziedzictwa UNESCO.
Pierwsza swiatynia byl Angkor (Angkor Wat, ). Duzy obiekt otoczony "kwadratowym jeziorem". Turystow tlumy, kompleks najlepiej zachowany z wszystkich (badz odbudowany), najbardziej znany, ale... Zawsze jakies jest. My oraz inne grupy zgodnie orzeklismy, ze nasza ocena Angkor Wat jest przecietna. Zachwycily nas inne obiekty, moze nie w tak dobrym stanie, ale z klimatem i czesto ciekawsze architektonicznie. Do Angkor Thom (Wspaniale Miasto) wjechalismy przez poludniowa brame. Bardzo nam sie podobaly swiatynie: Bayon i Baphuon. Mniej Taras Sloni, fragmenty Phimeanakas i mniejszych okolicznych swiatyn. Nastepnie udalismy sie do swiatyni Ta Prohm, po drodze zatrzymujac sie przy mniejszych. To w Ta Prohm krecono film z serii Tomb Raider z Angelina Jolie jako Lara Croft. Jej najbardziej rozpoznawalnym elementem sa drzewa wtopione w ruiny swiatynii (to nie jedyna tutaj taka swiatynia). W koncu cale Angkor znajduje sie w dzungli. Mimo prac renowacyjnych swiatynia bardzo mi sie podobala, ale nie potrafilbym powiedziec, ktora z wszystkich odwiedzionych byla najlepsza. Ta Prohm na pewno znalazlaby sie w czolowce. Ma taki bardzo fajny mroczny klimat.
Przed dojazdem do Ta Prohm spadl mi lancuch. Moj rower, jak sie okazalo pozyczony z innego hostelu niz ten w ktorym sie zatrzymalem, od poczatku nie dzialal najlepiej. Normalnie nalozyc lancuch to prosta czynnosc, tylko ten byl zabudowany, a narzedzi nie mialem. Jakims cudem udalo sie zalatwic problem w 15min. Reszta ekipy myslala, ze podarzylem wlasna sciezka, a tutaj jednak nie. Z rowerem doszedlem do zabudowan, tam znalezli sie ludzie z narzedziami, ktorzy porozkrecali co trzeba, pozkrecali, ale z tego co widzialem, rowerem nadawal sie do powaznego remontu i watpliwe bylo czy dojade nim do Siem Reap, predzej jakims tuk tukiem na ktory wrzuce rower. Zaplacilem 0,5USD, panowie o wiecej nie prosili. Jeden nie mial polowy nogi, a tak sprawnie sie poruszal wokol roweru, ze bylem pod wrazeniem. Ta Prohm byla ostatnia swiatynia, zapadal zmrok, wiec ruszylismy do miasta. Jako ze lancuch byl napiety tylko gdy pedalowalem, nie moglem za bardzo sie zatrzymywac, by znowu nie spadl. Do tego nie dalo sie za bardzo jechac, a lancuch ciagle przeskakiwal, pojawialo sie uczucie jakby moje obawy sie sprawdzily. A tu kilanascie kilometrow drogi. Na skrzyzowaniach tylko krzyczalem do ludzi czy tedy do Siem Reap i tak jak pokazywali droge tak jechalem, nie zatrzymujac sie. Gdy na jednym skrzyzowaniu, jeszcze niedaleko Ta Prohm, ekipa sie zatrzymala, ja jechalem dalej tak jak mi pokazali ludzie, ponoc dluzsza droge - oni wybrali krotsza - ale jechalo nia wiele tuk tukow i samochodow, wiec w razie awarii nie mialbym problemu z dotarciem do miasta. Czy bylo rondo czy czerwone swiatlo - jechalem. Niezbyt szybko, ale jechalem. Ekipa dotarla 5 minut po mnie, zdarzylem juz ustalic, ze rower mialem gratis. Wolabym nie miec takich problemow. Moglem miec zmarnowany dzien i pieniadze na bilet. To nie przeszkodzilo nastepnego poranka pracownikowi zarzadac ode mnie 2USD za rower. Dokladnie, wydal mi mniej o 2USD z pieniedzy ktore placilem za inne rzeczy. Opieprzylem goscia, powiedzialem, ze zaraz zazadam jeszcze rekompensaty za moje problemy. I w sekunde 2USD wrocily do mnie. Oczywiscie mialem dowody awarii - zdjecia. Ekipa sobie zartowala, ze bardzo dobrze, ze mnie sie ten rower trafil, bo ja, podroznik, sobie poradzilem, w przeciwienstwie do nich.
Od Piotrka siostra - Basia od blisko dwoch lat uczy angielskiego w tutejszej szkole, a od niedawna takze brat Maciek, byl tez jeszcze jeden Polak, Pawel z Krakowa. Nie trzeba byc anglista by tutaj uczyc angielskiego, poza tym dobrze placa. Wieczorem zabrali nas do khmerskiej dzielnicy i na lokalny market. Zjedlismy tam kolacje. M.in. węże - nic specjalnego, nadziewane żaby - bardzo dobre i jako jedyny z przyjezdnych - nie zaliczam tutaj wymienionej przed chwila trojki - skusilem sie na zarodek (embrion) kaczki (tzw. balut lub pong tea khon). Gdybym go wczesniej nie widzial, zjadlbym bez oporu. Ale zarodek mial dziób, jakies pióra, wntrzności plus trochę typowego jajka. Wyglad nieapetyczny delikatnie mowiac. Z trudem zjadlem 40%. Smak, ani dobry ani zly, nijaki. Poza tym jedlismy krewetki, miejscowe owoce, popijajac piwem angkor i cambodia. Kolejnego dnia dla odmiany zjadlem duzo smaczniejsza kolacje. Stek z krokodyla.
Basia ostrzegala, ze w Siem Reap kradna i napadaja turystow, o malarie nie ma sie tutaj co martwic, ale czasami zdarza sie denga. A propos kradziezy, to widzielismy jak pijanego Brytyjczyka obsiadla grupa dzieciakow i obrobila mu portfel, chociaz on twierdzil, ze wszystko jest w porzadku mimo totalnego stanu niewazkosci.
Zwiedzania DZIEN 2
Tuk tukiem tym razem, duza trasa wokol swiatyn oraz krotka wizyta nad jeziorem Tonle Sap. W porze suchej ma 2700km2, w porze deszczowej do 16000km2. I bylo mu zdecydowanie blizej do tej drugiej liczby. W porze deszczowej Mekong wtlacza do jeziora swoje wody oraz mnostwo ryb. Zyja tutaj jak i w okolicznych rzekach krokodyle syjamskie i duza populacja wodnych wezy. Sa pelikany, orly i pangaz - duza ryba, endemit rzeki Mekong. Jest to najwieksze jezioro w tej czesci Azji, wpisane na liste rezerwatow biosfery przez UNESCO. Na najplytszych terenach, ponizej metra wody, znajduja sie pola ryzowe. Atrakcja jeziora sa domy na palach i wioski na wodzie.
Ze swiatyn zwiedzilismy: nieduza ale efektowna hinduistyczna Chamkrong, potem Preah Khan, Prasat Prei, Neak Pean (nieduza na wodzie), Ta Som, East Mebon (piekna, z pomnikami sloni), i w miedzyczasie jeszcze jakies dwie przy trasie. Niektore byly naprawde ladne, ale jest w nich sporo powtarzalnosci. Mielismy juz dosc tak naprawde i wrocilismy do miasta.
Wschod ani zachod slonca nas nie interesowal, a po drugim dniu orzeklismy, ze to maksimum na jakie bylo nas stac. Te swiatynie sa czesto podobne do siebie, a nikt z nas nie byl milosnikiem wyszukiwania roznic czy poszukiwaniem charakterystycznych detali. Mnie dwa dni wystarczyly calkowicie, trzeciego bym nie chcial, nawet po kilkudniowej przerwie. Wiele osob twierdzi, ze jeden dzien byl dla nich wystarczajacy, lecz wtedy gdy chce sie chociaz pobieznie zobaczyc glowne swiatynie, trzeba to robic w bardzo szybkim tempie. Tak pomyslane sa zreszta zorganizowane wycieczki.
W ramach biletu mozna zobaczyc tyle swiatyn, ze tygodnia zabraknie, lecz to tylko dla pasjonatow tego typu rzeczy.
Jako ze dopiero co skonczyla sie pora deszczowa, to lasy wokol swiatyn czesto byly pod woda.
Ciekawostki
Tajlandia i Kambodza to kolejne kraje, gdzie sporo bialych panow buja sie z mlodymi kobietami.
Uwaga na dzieci niby kolekcjonujace monety. Ludzie sie wzruszaja, oddaja wszystkie swoje drobniaki, a potem te dzieciaki, ktore po glosie rozpoznaja Polakow, czesto mylac z Rosjanami, podchodza do turystow i chca 3 polskie zlote wymienic na dolara. Moze to i pomyslowe, ale nie zmienia to faktu, ze sa to tylko mali oszusci. Rzecz jasna, drobnych nie wyciagaja jedynie od Polakow i Rosjan.
Ponoc na wschodzie slonca, zdaje sie ze w swiatyni Bakheng, sa ogromne tlumy.
W Siem Reap nie brakuje eleganckich hoteli, jest tez farma krokodyli.
Gdy docieramy do Tajlandii szybkim srodkiem transportu jakim jest samolot, dostatniemy prawo wjazdu na 30 dni, jezeli wjedziemy do Tajlandii wolnym srodkiem transportu - droga ladowa, dostaniemy prawo wjazdu na dni 15. Gdzie tu logika? No i poc to kretynskie rozroznienie?
To moze nie ciekawostka, ale od przyjazdu z Krabi nie zaznalem deszczu, a to juz dobry tydzien, a i w Krabi deszcz nie przeszkadzal, gdyz padal w nocy. Oznacza to, ze sucha pora roku wkroczyla na te tereny na dobre, co nie wyklucza opadu od czasu do czasu.
W ramach informacji praktycznych w Kambodzy starsze dolary, w zlym stanie, gdzies przedarte moga nie zostac przyjete przy placeniu.
pozdrawiam
Gregor
Na zdjeciach: 1-Miasto Siem Reap. 2-3-swiatynia Angkor Wat. 4-6-swiatynia Bayon. 7-rowerowe zwiedzanie Kompleksu Angkor, od lewej Piotrek i Ada, dalej para Polakow, z ktora przekraczalismy granice i spotkalismy sie podczas zwiedzania, dalej Radek i Ola. 8-10-swiatynia Ta Prohm, gdzie krecono jeden z filmow z serii Tomb Raider z Angelina Jolie jako Lara Croft. 11-13 w khmerskiej dzielnicy: waz, zaby(w srodku) i zarodek kaczki. 14-domy na wodzie na jeziorze Tonle Sap. 15-po co kupowac vana skoro wystarczy skuter (zdjecie zrobione z tuk tuka). 16-swiatynia Bakheng. 17-18-swiatynia Preah Khan. 19-dziewczynka sprzedajaca magnesy na lodowke, widokowki, bransoletki. 20-dopiero co skonczyla sie pora deszczowa, wiec mnostwo terenow pod woda, od lewej stoja: Piotrek, Ola, Radek, Ada. 21-22-w swiatyni Ta Som. 23-24-swiatynia East Mebon. 25-tuk tuk, inaczej motoriksza lub riksza motorowa. 26-krojenie lodu w Siem Reap. 27-stek z krokodyla syjamskiego.
Error