Przesyłka ze Szwecji — profesor Jan F. Rabek
Naukowiec z Polski, kariera w Sztokholmie i archiwum podróżnicze, które trafiło do mnie pocztą.

Nie każdy tekst na tej stronie zaczyna się w górach. Ten zaczął się od paczki nadanej w Szwecji przez profesora Jana F. Rabka — polskiego chemika, który znaczną część życia zawodowego spędził w Sztokholmie, a wolny czas na podróżowaniu i dokumentowaniu tego, co widział.
Takie przesyłki zdarzają się rzadko i są jednym z lepszych skutków prowadzenia strony przez lata — obok poprawek, które ktoś przysyła, bo był gdzieś rok później i widział, że coś się zmieniło. Ktoś trafia na tekst o miejscu, w którym sam był kilkadziesiąt lat wcześniej, i postanawia się odezwać.
Poniżej trochę o nim samym i o tym, dlaczego archiwa prywatne bywają cenniejsze od oficjalnych.
Naukowiec
Jan F. Rabek zajmował się chemią polimerów — dziedziną zajmującą się tworzywami sztucznymi, ich starzeniem, degradacją pod wpływem światła i sposobami ich stabilizowania. To obszar, w którym publikował i wykładał, pracując w Szwecji.
Był autorem prac akademickich w tej dziedzinie, w tym podręczników używanych poza Polską. Dla porządku: nie jestem chemikiem i nie podejmuję się oceny dorobku naukowego — odsyłam do publikacji, a nie do własnej opinii.
Warto jednak zauważyć jedno: chemia polimerów jest dziedziną, w której praktycznie wszystko dotyczy trwałości. Jak długo materiał wytrzyma światło, temperaturę, wilgoć; co przyspiesza jego rozpad; czym go zabezpieczyć. To zaskakująco blisko tego, co robi się z archiwum.
Ciekawsze z perspektywy tej strony jest to, co robił poza laboratorium.
Podróżnik
Podróżował dużo i systematycznie, w czasach, gdy z Polski podróżowało się trudno, a ze Szwecji łatwiej. Fotografował, opisywał, zbierał materiały — nie na potrzeby publikacji, tylko dla siebie.
To jest ten rodzaj dokumentacji, który po latach okazuje się najcenniejszy. Zdjęcia z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych pokazują miejsca, które od tego czasu zmieniły się nie do poznania: przed masową turystyką, przed rozbudową, czasem przed wojną, która przeszła tamtędy później.
- 📷 Wartość dokumentacyjna — stan miejsc sprzed dekad, przed przekształceniem
- 🔗 Kompletność — prywatne archiwa bywają pełniejsze niż oficjalne, bo nikt ich nie selekcjonował
- ⚠️ Kruchość — takie zbiory giną, gdy nie ma ich komu przejąć
- ✅ Co z tym zrobić — opisać, zdigitalizować, udostępnić
Dlaczego prywatne archiwa są ważne
Instytucje zbierają to, co uznają za istotne w momencie zbierania. Prywatny zbiór powstaje bez tego filtra — ktoś fotografuje ulicę, bo tamtędy szedł, a nie dlatego, że ulica jest ważna.
Po pięćdziesięciu latach ta zwyczajność staje się wartością. Zabytki są sfotografowane tysiąc razy; zwykła ulica, przystanek, sklep czy targ — rzadko. A to właśnie one najbardziej się zmieniły.
Drugą wartością jest kompletność. Prywatne archiwum zawiera także to, co nie wyszło: zdjęcia nieudane, notatki o rzeczach, które się nie powiodły, opisy miejsc, do których nie udało się dotrzeć. W publikacjach tego nie ma, a bywa najbardziej informatywne.
Co ginie najszybciej
- Podpisy — kto, gdzie, kiedy; znikają razem z osobą, która pamiętała
- Negatywy i slajdy — degradują się szybciej, niż się powszechnie sądzi
- Nośniki cyfrowe — dyskietki, płyty, dyski, których dziś nie ma czym odczytać
- Kontekst wyjazdu — po co ktoś tam jechał i czego szukał
Kolejność ma tu znaczenie. Podpisy giną razem z ludźmi i tego nie da się odzyskać żadną techniką, więc opisuje się najpierw, a skanuje potem. Odwrotna kolejność kończy się katalogiem świetnych skanów, o których nikt już nie wie, co przedstawiają.
Trzecią jest kontekst. Zdjęcie z podpisem, z datą i z nazwiskiem osoby, która je zrobiła, jest źródłem. To samo zdjęcie bez tych informacji jest tylko obrazkiem.
Co z tego wynika dla tej strony
Jedną rzecz warto powiedzieć wprost, bo dotyczy sposobu, w jaki ta strona jest prowadzona. Materiał, który do mnie trafia, nie jest tu publikowany bez zgody i bez opisania, skąd pochodzi.
Zasada jest ta sama, co przy liczbach: jeśli nie wiadomo, skąd coś jest, nie trafia na stronę. Zdjęcie bez ustalonego autorstwa i bez zgody na publikację zostaje w szufladzie, choćby było najlepsze.
Ma to też stronę praktyczną. Zdjęcie bez ustalonych praw jest bezużyteczne — nie da się go opublikować, a więc nie da się go pokazać nikomu poza sobą. Opisanie archiwum jest warunkiem tego, żeby kiedykolwiek wyszło z szuflady.
Jeśli masz podobne archiwum — własne albo po kimś z rodziny — i zastanawiasz się, co z nim zrobić, to warto je najpierw opisać. Data, miejsce, nazwisko fotografującego. Bez tego zbiór traci większość wartości w momencie, gdy nie ma już kogo zapytać.
O ludziach z pokolenia, które budowało polski himalaizm, jest osobna rozmowa z Marianem Bałą — to ten sam wątek: wiedza, która istnieje tylko w pamięci konkretnych osób.
Relacje z własnych wypraw są na blogu i w dziale Reportaże, a o samym przedsięwzięciu piszę na stronie projekt100.
Frequently asked questions
Kim był profesor Jan F. Rabek?
Polskim chemikiem, specjalistą od chemii polimerów, który znaczną część kariery naukowej spędził w Szwecji. Poza pracą akademicką dużo podróżował i systematycznie dokumentował swoje wyjazdy.
Czym zajmuje się chemia polimerów?
Tworzywami sztucznymi: ich budową, starzeniem się, degradacją pod wpływem światła i sposobami stabilizowania. To dziedzina o dużym znaczeniu praktycznym, bo dotyczy trwałości materiałów używanych powszechnie.
Dlaczego prywatne archiwa fotograficzne są cenne?
Bo powstają bez filtra instytucjonalnego. Ktoś fotografuje zwykłą ulicę, bo tamtędy szedł — a po dekadach właśnie ta zwyczajność jest najcenniejsza, bo zabytki są sfotografowane tysiące razy, a codzienność prawie wcale.
Co zrobić z odziedziczonym archiwum zdjęć?
Przede wszystkim opisać: data, miejsce, autor. Zbiór bez tych informacji traci większość wartości w chwili, gdy nie ma już kogo zapytać. Dopiero potem ma sens digitalizacja i ewentualne udostępnianie.
Czy publikujecie nadesłane materiały?
Tylko za zgodą i z podaniem pochodzenia. Materiał bez ustalonego autorstwa i bez zgody nie trafia na stronę, niezależnie od tego, jak jest dobry — to ta sama zasada, co przy niepotwierdzonych liczbach.