Projekt 100 Wulkanów

Sto czynnych i wygasłych wulkanów na wszystkich kontynentach. Co się na to składa poza samym wejściem na szczyt.

About us

Projekt 100 Wulkanów to wieloletnia wyprawa na sto wulkanów rozsianych po wszystkich kontynentach — czynnych i wygasłych, wysokich i takich, które ledwo wystają ponad okoliczne pola.

Nazwa jest prosta, ale samo wchodzenie jest najmniejszą częścią przedsięwzięcia i najkrótszą w czasie — na każdą godzinę na szczycie przypada kilkadziesiąt godzin dojazdu, czekania na pogodę i załatwiania pozwoleń. Wokół niego narosły cztery inne wątki, których na początku nie planowałem: eksploracja, odkrycia, nauka i sport. Poniżej, co każdy z nich realnie oznacza.

Jestem Grzegorz Gawlik i prowadzę ten projekt od lat. To jego strona zbiorcza; relacje z poszczególnych wejść są na blogu.

Eksploracja

Wulkany leżą w pasach, które przecinają kilkanaście krajów naraz — Andy, Pierścień Ognia, Wielki Rów Afrykański, łuk śródziemnomorski. To sprawia, że projekt sam z siebie prowadzi w miejsca, do których inaczej nie byłoby powodu jechać.

Część z nich to kierunki, których nie ma w katalogach: Naddniestrze, Gagauzja, północna Macedonia, irański Elburs. Wulkan bywa tam pretekstem, a właściwą treścią wyjazdu okazuje się kraj dookoła niego.

Ta zamiana proporcji zdarza się regularnie. Do Macedonii pojechałem po Duvalo — niewielki obiekt geologiczny w cieniu Ochrydy — a wróciłem głównie z tekstem o samej Ochrydzie. Do Mołdawii po nic wulkanicznego w ogóle, a wyszło z tego kilka reportaży z Naddniestrza i Gagauzji.

Co to znaczy w praktyce

Eksploracja w tym projekcie nie oznacza wchodzenia tam, gdzie nie było nikogo. Oznacza raczej docieranie do miejsc słabo opisanych po polsku.

Odkrycia

To jest część, która wyszła przypadkiem. Przy okazji wejść trafiały się rzeczy, których nie było w dostępnych opisach: jeziora położone wyżej, niż podawano, nieopisane pola fumaroli, zmienione ukształtowanie kraterów.

Najciekawszym wątkiem okazały się najwyżej położone jeziora świata na Ojos del Salado w Andach — obiekty leżące powyżej sześciu tysięcy metrów, w miejscu, gdzie woda w stanie ciekłym nie powinna właściwie występować przez większość roku — obiekt, wokół którego do dziś toczy się spór o to, które z nich zasługuje na miano najwyższego i jak w ogóle je mierzyć.

Gdzie kończy się ciekawostka, a zaczyna ustalenie

Trzeba tu być ostrożnym z językiem. „Odkrycie" w kontekście turystycznym zwykle znaczy „nie wiedziałem, że to tam jest". Tam, gdzie chodzi o rzeczywiste ustalenia, liczy się pomiar i weryfikacja — a te wymagają ludzi, którzy zajmują się tym zawodowo.

Nauka

Stąd wziął się czwarty wątek. Część wypraw prowadzona była we współpracy z ludźmi, dla których wulkan jest przedmiotem badań, a nie celem sportowym: obserwacje stanu kraterów, dokumentacja pól lawowych, pomiary w rejonach jezior wysokogórskich.

Mój udział jest w tym prosty i ograniczony: docieram tam, gdzie trudno dotrzeć, i dokumentuję to, co widzę, w sposób nadający się do dalszej weryfikacji. Interpretacja należy do specjalistów.

Warto powiedzieć wprost, dlaczego to ma jakąkolwiek wartość. Wulkanolog rzadko ma budżet i czas na wejście na sześciotysięcznik w Andach po to, żeby sprawdzić jedną rzecz. Ktoś, kto i tak tam idzie, może przy okazji zebrać zdjęcia, współrzędne i opis stanu — i to bywa wystarczające, żeby ktoś inny wiedział, czy warto tam jechać z aparaturą.

Co jest dokumentowane

Dlaczego dokumentacja z dnia wejścia ma wartość

Wulkan opisany raz przestaje być opisany po kilku latach. Krater się osypuje, pole lawowe zarasta albo przeciwnie — przykrywa nowy materiał, jezioro podnosi się lub znika, a szlak zmienia przebieg po każdym większym epizodzie.

Dlatego przy każdej relacji na tej stronie jest data. Bez niej opis jest tylko wrażeniem, z nią staje się punktem odniesienia: ktoś, kto pojedzie tam później, może porównać i zobaczyć, co się zmieniło.

Wyczyn i sport

Ten wątek jest najprostszy do opisania i najmniej interesujący. Sto wulkanów to liczba, a liczby motywują — ale sama w sobie nic nie znaczy, bo wejście na czynny stożek w Nikaragui i na wygasłe wzgórze na Opolszczyźnie liczą się do listy tak samo, a są zupełnie różnymi przedsięwzięciami.

Dlatego nie podaję bieżącego stanu licznika jako miary czegokolwiek. Znaczenie ma raczej to, co udało się na konkretnych obiektach: Ojos del Salado, najwyższy wulkan świata; Kilimandżaro; Popocatépetl i Orizaba w Meksyku; Demawend w Iranie; Etna i Stromboli; Islandia w trakcie erupcji Fagradalsfjall.

Dwie osie trudności

Trudność w tym projekcie rozkłada się na dwie niezależne osie i rzadko idą one w parze.

Część z tych wejść była trudna technicznie, część wyłącznie logistycznie, a kilka nie udało się w ogóle. Te ostatnie też są na tej stronie opisane, bo pokazują, gdzie leży granica — a relacja z nieudanego wyjazdu bywa użyteczniejsza niż z udanego.

Opisy tras i warunków dotyczą dni, w których tam byłem, i nie zastępują sprawdzenia aktualnych komunikatów służb wulkanologicznych ani obowiązujących ograniczeń dostępu. Aktywność wulkanu potrafi zmienić się w ciągu tygodnia, a strefy bezpieczeństwa są wyznaczane lokalnie i bywają zmieniane z dnia na dzień.

Gdzie szukać relacji

Relacje z poszczególnych wejść są na blogu — najwięcej z Etny, Islandii, Meksyku i Andów. Dłuższe teksty o krajach, do których projekt doprowadził, są w dziale Reportaże.

Sprzęt używany na tych wyprawach opisuję w Testy i porady, z uwzględnieniem tego, co się nie sprawdziło. Trasy nadające się do powtórzenia bez wyprawowego zaplecza są w Przewodniki turystyczne.

Osobno warto zajrzeć do Felietony i wywiady — tam trafiają teksty o tym, co dzieje się wokół gór: przepisy, komercjalizacja, wypadki i rozmowy z ludźmi, którzy zajmują się tym dłużej ode mnie.

Jeśli szukasz konkretnego obiektu, najprościej zacząć od bloga i wyszukać nazwę wulkanu — relacje są opisane nazwami własnymi, nie numerami etapów projektu. Nazwy podaję w polskiej formie tam, gdzie taka istnieje i jest powszechna, a w nawiasie oryginał, jeśli ktoś mógłby szukać właśnie po nim.

Projekt nie ma daty zakończenia i celowo jej nie ustalam. Lista rośnie wtedy, kiedy da się gdzieś pojechać, a nie według harmonogramu — i tak jest lepiej, bo wyprawa robiona pod termin bywa wyprawą robioną wbrew warunkom.

Frequently asked questions

Na czym polega Projekt 100 Wulkanów?

Na wejściu na sto czynnych i wygasłych wulkanów na wszystkich kontynentach, wraz z dokumentacją tras, warunków i stanu kraterów w dniu wejścia. Projekt trwa od lat i objął między innymi Ojos del Salado, Kilimandżaro, Popocatépetl, Etnę i Demawend.

Ile wulkanów jest już zdobytych?

Nie podaję bieżącej liczby, bo się zmienia i sama w sobie niewiele znaczy — wejście na czynny stożek i na wygasłe wzgórze liczą się tak samo, a są zupełnie różnymi przedsięwzięciami. Bardziej mówiące są konkretne obiekty wymienione w tekście.

Czy projekt ma cel naukowy?

Częściowo. Część wypraw prowadzona była we współpracy z osobami zajmującymi się wulkanami zawodowo, a moja rola polega na dotarciu i udokumentowaniu tego, co widać. Interpretacja pomiarów należy do specjalistów, nie do mnie.

Który wulkan był najtrudniejszy?

Trudność rozkłada się na dwie osie: techniczną i logistyczną, i rzadko idą w parze. Najwyższe obiekty andyjskie wymagały przede wszystkim aklimatyzacji i zaplecza, a nie umiejętności wspinaczkowych. Opisy poszczególnych wejść są na blogu.

Czy można dołączyć do wyprawy?

Ta strona nie organizuje wyjazdów komercyjnych ani nie prowadzi zapisów. Na pytania o trasy, które faktycznie przeszedłem, odpowiadam — na pytania o miejsca, których nie znam, odpowiadam, że ich nie znam.