Artykuły

Felietony i Wywiady

MONT BLANC – jak przepisy prawa zabijają alpinizm i alpinistów

Wszystkiemu winni są Francuzi. I na tym mógłbym zakończyć ten felieton. Ale jeśli ktoś chciałby poznać argumenty za tym przemawiające, zapraszam do dalszego czytania.

Z każdym rokiem narasta problem zdobywania Mont Blanc. Dotyczy zwłaszcza jednej drogi. Najpopularniejszej, prowadzącej przez Tête Rousse i Dôme du Goûter (Droga przez Wielki Kuluar, Klasyczna (Normalna) Droga Francuska). Francuzi walczą z ludźmi gór, aby utrudnić im możliwość zdobywania najwyższego alpejskiego szczytu a dla niektórych nawet europejskiego. Jak zawsze – w imię bezpieczeństwa i ochrony środowiska. Takimi tekstami uzasadnia się nawet najgłupsze i najbardziej niedorzeczne pomysły. Bo bezpieczeństwo najważniejsze, ochrona środowiska również jest niezwykle ważna. I kto się z tym nie zgodzi?

Szkoda tylko, że nie ma to nic wspólnego z prawdą jak to często bywa. A ci co chcą zakazywać i ograniczać czynią szkodę środowisku i czynią zamach na bezpieczeństwie.

Pomysły Francuzów są śmiertelne

Lokalne francuskie władze chwalą się, że ograniczenia uzgadniają w oparciu o opinie: urzędników, policji, francuskiej federacji alpejskiej zarządzającej schroniskami oraz opinię stowarzyszenia przewodników. Nikt wchodzących na Mont Blanc o opinię nie pyta. Wąska grupka mająca swoje interesy podejmuje decyzje za wszystkich ludzi gór. A później niektórzy płacą za to swoim życiem. Oszczędzają cały rok pieniądze – niemałe. Na wiele gór świata można się wybrać za mniejsze kwoty niż na Mont Blanc. Przygotowują się. Rezerwują urlop. Przyjeżdżają. I nagle dowiadują się, że są jakieś obostrzenia, coś jest zamknięte. Nawet gdy już się wspinają. I mają zawrócić. Tylko ludzie nie mający pojęcia o górach mogą uwierzyć, że wspinacze grzecznie odwrócą się na pięcie i jakby nigdy nic zejdą na dół.

Te idiotyczne działania Francuzów regularnie doprowadzają do tragedii. Zdesperowani ludzie kombinują, ryzykują, obchodzą zaplanowaną drogę wspinaczkową. I giną. Gdyby mogli wchodzić tak jak chcieli, pewnie nic by się nie stało, wróciliby cali i zdrowi do domu.

Dobry prawnik udowodniłby przed sądem że władze kurortu Saint-Gervais-les-Bains i prefektury Haute-Savoie doprowadziły w tych przypadkach do nieumyślnego spowodowania śmierci i powinny ponieść odpowiedzialność karną. Bezmyślność Francuzów i niezrozumienie tematu mnie zdumiewają. I szkoda że media tylko informują o zakazach, obostrzeniach, wypadkach śmiertelnych. A nie mówią, że za śmierć części z nich odpowiedzialne są francuskie władze. A opowieści, że różne przepisy, reglamentacje i srogie kary wymyślają dla bezpieczeństwa wspinających są nieprawdziwe. Bo one potęgują tylko niebezpieczeństwa. Skoro na około 25.000-30.000 wspinających się rocznie ginie około 10-15 osób, to oznacza że jest to bezpieczna góra, choć Mont Blanc jest trudnym wyzwaniem. Gdyby nie pomysły Francuzów ofiar śmiertelnych byłoby mniej.

Pechowy Mont Blanc

Mont Blanc ma pecha, a może inaczej, pecha mają alpiniści, że kluczowa droga znajduje się na terenie gminy Saint-Gervais-les-Bains i prefektury Haute-Savoie. Urzędnicy wbrew temu co im się wydaje nie rozumieją gór, nie rozumieją alpinistów, nie mają pojęcia o co w tym wszystkim chodzi.

Z Francuzami jest tez dużo dodatkowych problemów. Różne zakazy i regulacje potrafią wprowadzić z dnia na dzień. Znajomość języków obcych nie jest ich mocną stroną. Słabo również u nich ze stronami internetowymi. Nie ma jednej, na której są wszystkie komunikaty odnośnie Mont Blanc. Jaka regulacja obowiązuje, jaka została odwołana. Mają sto pomysłów na minutę, co roku nowe, a w życie wchodzą i tak zupełnie inne. Potrafią nagle zamknąć drogę wspinaczkową.

A wśród pomysłów bywały takie. Że dziennie tą drogą na Mont Blanc będzie mogło wejść 214 osób. Będą wydawane pozwolenia. Może płatne, może nie. Dlaczego 214 osób a nie 293? A jeśli będą trzy dni załamania pogody, to co? Czwartego dnia będzie mogło wyruszyć 214 x 4 czy kilkaset osób będzie miało pecha, że nie było pogody i ich pozwolenia stracą ważność? A może te osoby mają mimo koszmarnych warunków pogodowych walczyć o szczyt i się zabić, bo przepadnie im pozwolenie? Jak sobie poradzi policja w razie wściekłości kilkuset osób, chcących wejść na szczyt, a nie mających pozwolenia? Będzie do nich strzelać? Wezwą wojsko na pomoc? Postawią płot?

Na szczyt będą mogły wchodzić osoby które mają odpowiednie doświadczenie lub wynajmą przewodnika UIAGM/ IVBV /IFMGA (to skróty po niemiecku, francusku i angielsku Międzynarodowej Federacji Związków Przewodnickich). Nawet były zamiary, że tylko francuskiego. Lecz jak ocenią, że ktoś może iść bez przewodnika, a ktoś musi iść z przewodnikiem? Ponadto tego typu usługi są bardzo drogie, nielicznych na nie stać.

Będzie trzeba mieć rezerwację noclegów w jednym ze schronisk w masywie Mont Blanc. Tylko zarezerwowanie schronisk często jest niemożliwe, można kilka lat próbować bez skutku. Do tego też są bardzo drogie. Góry mają być tylko dla bogatych? Aczkolwiek to obostrzenie obowiązuje. W sezonie letnim od 1 czerwca do 29 września. Oprócz tego, że rezerwacja zwykle jest niemożliwa – za dużo chętnych, za mało miejsc. Ograniczono także możliwość korzystania z biwaku koło schroniska - Tête Rousse. Do tego nawet gdy ktoś cudem mógłby zrobić rezerwację, to jest ograniczenie do dwóch noclegów. A to bardzo mało, pośpiech, zmęczenie, brak aklimatyzacji znacznie zwiększają ryzyko wypadku i śmierci. Znacznie więcej osób, w tym amatorów będzie próbowało zdobyć Mont Blanc w jeszcze warunkach zimowych wiosną i już w warunkach zimowych jesienią. Skutek będzie jeden – więcej rannych i ofiar śmiertelnych.

Francuskie władze widząc, że duża część środowiska górskiego ignoruje ich niedorzeczne pomysły wprowadziła przepisy z drakońskimi karami. Biwakowanie w zabronionych miejscach może być zagrożone dwoma latami więzienia a w przypadku grup ignorujących przepisy nawet trzema. Do tego kary sięgające setek tysięcy euro (w zależności od wykroczenia lub przestępstwa kary wynoszą do 30.000, 45.000, 300.000 euro). Pilnować tego ma żandarmeria górska, w tym specjalna brygada. Wspinacze, którzy się przestraszą tych kar, a będą mieli powody by przenocować awaryjnie w schronie, czy w posiadanym namiocie, za wszelką cenę będą schodzić na dół. A tą ceną będzie życie. Na pewno znajdą się osoby skrajnie zmęczone, ale nie w sytuacji bezpośrednio zagrażającej życiu, które powinny przenocować w schronie, ale ze strachu przed lokalnymi służbami ruszą w drogę i skończy się to dla nich tragicznie.

Nawet zapowiedzi wprowadzania kolejnych obostrzeń w następnym sezonie powodują, że w roku poprzedzającym przyjeżdża dużo więcej osób niż się spodziewano, by uniknąć… tych obostrzeń w przyszłości. Robi się tłok. Wzrasta ryzyko wypadku. Francuzi zamykają drogę. Błędne koło.

Urzędnicy, którzy nigdy nie byli na Mont Blanc wiedzą najlepiej co trzeba robić

Potrafią zamknąć z dnia na dzień dostęp do Mont Blanc, bo np. spadł głaz Wielkim Kuluarem, czy ktoś został ranny. Setki ludzi czekają na wejście, a tu zamykamy. To są góry. Normalne że coś spada, obrywa się, ktoś ginie. Nie jest to powód do zamykania czegokolwiek. Każdy ma prawo podjąć decyzję, czy idzie do góry czy zawraca.

Wysokiej góry nie można zamknąć jak kawałka chodnika ani ograniczyć dostępu. Lodowce, wiatr, opady, załamania pogody, spora wysokość bezwzględna, różna reakcja ludzkich organizmów – tego nie da się zaprogramować. Niech każdy wchodzi tak jak umie, w warunkach w jakich jest w stanie zdobywać górę. Ponadto każdy ma prawo się zabić podczas wspinaczki.

Strasznie męczy, gdy człowiek chce przyjechać, wspinać się, a musi walczyć z urzędniczymi absurdami, kombinować. Nie o to chodzi w tej pasji.

A Mont Blanc będzie zawsze oblegany przez ludzi, bo jest najwyższą piękną alpejską górą.

Francuzi są wszystkiemu winni

Można odnieść wrażenie, że chodzi tylko o biznes. Bo Mont Blanc to maszynka do zarabiania pieniędzy. Gdy zmusimy ludzi do spania w schroniskach i zakażemy biwaków, będą miliony euro zysków. Jak zmusimy do wynajmowania przewodników, najlepiej tylko francuskich, to zarobią dużo pieniędzy.

Gdyby nie zbudowali schronisk i schronów, tramwaju, którym można dojechać do 2400m n.p.m. oraz sztucznych ułatwień na ścianie w rejonie Wielkiego Kuluaru – nie byłoby żadnych problemów. Nikt by nie mówił, że 15, 20 czy 30 tysięcy ludzi chce wejść tą drogą na Mont Blanc. Może 10 procent z nich wybrałoby się. Mało kto ma ochotę chodzić z namiotem, śpiworem, jedzeniem, gazem, palnikiem, sprzętem wspinaczkowym. To zabawa dla pasjonatów. Duży wysiłek, ciężki plecak, trudne górskie warunki. W zamian Francuzi stworzyli takie warunki, że można wybrać się na Mont Blanc jak na wycieczkę. Wjechać do połowy góry (a w innym miejscu można nawet wyżej), mieć do wyboru kilka schronisk i schronów. W tych pierwszych dostać kapciuszki, pościel i jedzenie jak w restauracji. Miło, ciepło i wygodnie. Można z małym plecaczkiem ruszać na Blanca. Idą tłumy. W tym tysiące amatorów, którym bez tych ułatwień nawet nie przyszłoby do głowy przyjechać tutaj. Schrony z systemami wezwania służb ratunkowych też powodują rozluźnienie i przeświadczenie, że zawsze można się tam przespać i wezwać pomoc. Gdyby w rejon dzisiejszego schronu Vallot trzeba było wnieść namiot z pełnym ekwipunkiem, chętnych wielu by nie było. Na Mont Blanc ruszaliby tylko doświadczeni ludzie gór. Media by nie podawały historii typu, że matka z dwójką małych dzieci w adidasach i w cienkich bluzeczkach doszła do schroniska Goûter na 3835m… bo skoro jest tutaj schronisko, to musi być łatwo i można przyjść.

Wnioski końcowe

Jest bardzo prosty sposób, by rozwiązać wszystkie problemy na które uwagę zwracają Francuzi.

Skoro tą całą infrastrukturę turystyczną można było zbudować. Można i rozebrać. I wszystkie problemy znikną. Ale jakoś Francuzi nie chcą tego zrobić. Bo szkoda utraconych pieniędzy. Dużych sum. I gdzie ta dbałość o środowisko i bezpieczeństwo wspinających? To fikcja i obłuda.

Nawet nie widzę próby zachowania pozorów. Na Mont Blanc jest dużo dróg z francuskiej i włoskiej strony. Są wśród nich porównywalne trudnością do tej przez Goûter. Można tak zorganizować wszystko, by ruch rozłożyć na kilka dróg. Ale wtedy Francuzi nie zarobią tyle ile teraz.

Lepiej żeby Francuzi zajęli się rzeczywistymi a nie wyimaginowanymi problemami, jak helikoptery nad Mont Blanc. Są dni że ciągle towarzyszy huk silników. Jak zza zbocza taki wylatuje można się przestraszyć, spaść i się zabić.

Nie brakuje osób, które kochają góry. I bez względu na wszystko będą zdobywać Mont Blanc. Lepiej bym im w tym Francuzi nie przeszkadzali i nie zwiększali ryzyka brakiem wyobraźni. Pasjonatów gór nic nie powstrzyma. No może pole minowe, zbudowane wokół góry?

Ja już nawet nie apeluję do Francuzów w imię hasła „góry to wolność” więc odczepcie się od nich. Chciałbym tylko zdrowego rozsądku okraszonego odrobiną logiki i inteligencji. Ale wymagam za dużo. Francuzi bowiem zawsze uważają, że są najmądrzejsi.

Zdjęcia Mont Blanc towarzyszą innym artykułom na grzegorzgawlik.pl.


Znajdź mnie

Reklama

Wydarzenia

Brak wydarzeń

nationalgeographic-box.jpg
redbull-225x150.jpg
tokfm-box.jpg
tvn24bis-225x150.jpg

Reklama

Image
Klauzula informacyjna RODO © 2025 Grzegorz Gawlik. All Rights Reserved.Projekt NRG Studio
stopka_plecak.png

Search