Tbilisi — stolica, która rozpada się i buduje jednocześnie

Drewniane balkony podparte belkami, a obok szklany most i nowa architektura z konkursu. To nie jest kontrast przypadkowy — to jest sposób, w jaki to miasto działa.

Tbilisi leży w Gruzji, w wąskiej dolinie rzeki Kury, i to położenie tłumaczy prawie wszystko, co się z tym miastem stało. Zabudowa wspina się po zboczach, ulice biegną tam, gdzie było miejsce, a stare miasto jest wciśnięte między rzekę i wzgórze z twierdzą.

Nazwa tego tekstu jest złośliwa i została w nim celowo. Tbilisi z dołu, od strony Kury, wygląda w wielu miejscach jak plac po niedokończonym remoncie: podparte balkony, zerwane elewacje, klatki schodowe z widokiem na zewnątrz. A jednocześnie jest to jedno z najbardziej wartych zobaczenia miast w tej części świata.

Byłem tam i to jest reportaż z tego napięcia, nie przewodnik po atrakcjach — po tym drugim odsyłam do osobnego tekstu o stolicy Gruzji.

Stare miasto, które trzyma się na belkach

Najbardziej charakterystyczny element tbiliskiej architektury to drewniane, rzeźbione balkony wychodzące na wąskie ulice i na wewnętrzne podwórza. Wiele z nich jest dziś podparte drewnianymi lub metalowymi belkami, a części po prostu nie ma.

To nie jest scenografia dla turystów ani celowo zachowana malowniczość. To są budynki mieszkalne, w większości podzielone między wielu właścicieli, w których każdy remont wymaga zgody wszystkich i pieniędzy, których nie ma.

Kura, wzgórze i to, jak miasto jest ułożone

Rzeka Kura przecina Tbilisi i dzieli je na dwie nierówne części, a nad starym miastem wznosi się wzgórze z twierdzą Narikala. Ten układ — rzeka na dole, twierdza na górze, zabudowa na zboczu — jest tu jedyną obowiązującą regułą urbanistyczną.

ElementGdziePo co tam iść
Kura (Mtkwari)dno dolinynajlepsze widoki na starą zabudowę od strony wody
Narikalawzgórze nad starym miastempełna panorama układu miasta
Abanotubaniprzy rzece, pod wzgórzemdzielnica łaźni siarkowych z kopułami
Metechiskała nad Kurąkościół nad zakolem, punkt widokowy

Na wzgórze wjeżdża kolejka linowa i to jest najlepsze pierwsze pół godziny w tym mieście: z góry widać jednocześnie stare dachy, blachę, nową architekturę i bloki na dalszych zboczach. Cały argument tego tekstu widać z tamtego miejsca bez słowa komentarza.

Nowa architektura, czyli druga połowa napięcia

Obok rozpadających się kamienic stoją obiekty z zupełnie innej ligi budżetowej: szklany most nad Kurą, nowy park nad rzeką, budynki administracji o rzeźbiarskich formach. Powstały w ramach programu, który miał zmienić wizerunek kraju, i osiągnęły to skuteczniej niż jakakolwiek kampania.

Ocena tych obiektów w samym mieście jest podzielona i to jest zrozumiałe. Trudno się dziwić mieszkańcom podpartego domu, że widzą w szklanym moście priorytety ustawione w niewłaściwej kolejności.

Dla odwiedzającego skutek jest jednak jednoznaczny: Tbilisi jest ciekawsze niż miasta, które taki kontrast wyprasowały. Widać w nim proces, a nie wynik.

Łaźnie siarkowe, od których zaczęło się miasto

Abanotubani to dzielnica ceglanych kopuł wystających z ziemi — to sklepienia łaźni zasilanych naturalnymi źródłami siarkowymi. Według legendy właśnie te źródła zdecydowały o lokacji miasta, a sama nazwa Tbilisi wywodzona jest od słowa oznaczającego ciepło.

Łaźnie działają, są różne — od publicznych sal po prywatne pokoje — i różnią się standardem oraz ceną. Kwot nie podaję, bo zmieniają się co sezon i zależą od obiektu; ustala się je na miejscu przed wejściem.

Zapach siarki czuć w całej dzielnicy i to jest pierwsza rzecz, którą się tam zauważa. Nie da się go pomylić z niczym innym i nie da się od niego uciec — jest częścią tego miejsca od kilkunastu wieków.

Co z tego zostanie

Największym pytaniem tego miasta nie jest, co zobaczyć, a co przetrwa. Część zabudowy starego miasta jest remontowana, część wymieniana na nową w starych proporcjach, a część po prostu się osypuje.

Kto chce zobaczyć Tbilisi z drewnianymi balkonami w takim stanie, w jakim są teraz, ma na to ograniczone okno czasowe — w jedną albo w drugą stronę. To nie jest chwyt retoryczny, tylko obserwacja z ulicy.

Reszta Gruzji jest równie interesująca i równie niejednorodna: pisałem o twierdzy Ananuri i Gruzińskiej Drodze Wojennej oraz o Poti, mieście bez przyszłości. Zupełnie inne podejście do dziedzictwa nad wodą pokazuje twierdza w Gdańsku. Więcej tekstów jest w tekstach z działu Przewodniki turystyczne.

Frequently asked questions

Nad jaką rzeką leży Tbilisi?

Nad Kurą, nazywaną w Gruzji Mtkwari. Rzeka przecina miasto i dzieli je na dwie nierówne części, a stare miasto jest wciśnięte między jej brzeg i wzgórze z twierdzą Narikala — to położenie decyduje o całym układzie Tbilisi.

Dlaczego stare miasto w Tbilisi jest w takim stanie?

Bo to zabudowa mieszkalna, w większości o rozdrobnionej własności, w której remont wymaga zgody wielu właścicieli i nakładów, których brakuje. Podparte balkony i zerwane elewacje to skutek tej sytuacji, a nie zachowana malowniczość.

Czy warto jechać do Tbilisi?

Tak, właśnie dla tego kontrastu: rozpadającej się starej zabudowy i nowej architektury stojącej obok. To miasto pokazuje proces, nie gotowy efekt, i pod tym względem jest ciekawsze od wygładzonych stolic w regionie.

Co zobaczyć w Tbilisi w pierwszej kolejności?

Wjechać kolejką na wzgórze Narikala, bo z góry widać cały układ miasta naraz. Potem stare miasto i dzielnicę łaźni siarkowych Abanotubani, kościół Metechi nad zakolem Kury oraz nadbrzeże z nową architekturą.

Czy łaźnie siarkowe w Tbilisi są otwarte dla turystów?

Tak, działają obiekty publiczne i prywatne pokoje, o bardzo różnym standardzie. Ceny zmieniają się i zależą od obiektu, więc ustala się je na miejscu. Zapach siarki w całej dzielnicy jest wyczuwalny i jest tam normą, nie usterką.